Problem, na który wciąż natrafiają zespoły licencyjne.
Licencjonowanie filmów i programów telewizyjnych wygląda prosto tylko do momentu, gdy katalog zaczyna być wykorzystywany w rzeczywistym obiegu biznesowym. Ten sam tytuł może mieć różne reguły w zależności od klienta, terytorium, platformy, okna, formatu, języka, wyłączności, pakietu i kontekstu dostarczania.
Rezultatem jest zwykle mieszanka arkuszy kalkulacyjnych, PDF-ów, wiadomości e-mail, starych narzędzi katalogowych, eksportów finansowych i ludzi, którzy pamiętają, który klient może otrzymać którą wersję którego tytułu. Przez pewien czas takie podejście działa. Problem pojawia się wtedy, gdy firma musi jednocześnie sprzedawać treści wielu klientom, weryfikować prawa, przygotowywać pakiety i dostarczać materiały.
Co właściwie budujemy, po kolei.
Budujemy systemy do zarządzania licencjami: modele praw, dostępność wynikającą z umów, katalogi treści, procesy licencyjne dla konkretnych klientów, ścieżki akceptacji, reguły komercyjne oraz eksporty danych potrzebne do dostarczania materiałów i raportowania.
Dla firm sprzedających licencje na filmy i programy telewizyjne oznacza to najczęściej CMS do zarządzania katalogiem, pakietami, klientami, prawami, wersjami językowymi i dostępnością komercyjną. Dla firm, które licencjonują treści w imieniu swoich klientów, oznacza to systemy pokazujące, co dany klient może otrzymać, kiedy, na jakim terytorium i na podstawie której umowy.
Czego nie robimy.
Nie negocjujemy licencji, nie sprzedajemy treści, nie doradzamy prawnie i nie decydujemy o warunkach komercyjnych. Tworzymy oprogramowanie, które sprawia, że te warunki są uporządkowane, łatwe do znalezienia, możliwe do zweryfikowania i przydatne w codziennej pracy biznesowej.
Nie zakładamy też, że standardowy CRM, arkusz kalkulacyjny czy repozytorium dokumentów staje się platformą licencyjną po dodaniu kilku pól na terytorium, klienta, okres licencji i notatki.
